Maciej Siuda: W architekturze najciekawsze są niuanse
Czy powietrze może być materiałem budowlanym, jak beton czy cegła? Jak będzie wyglądał zawód architekta za 40 lat? I dlaczego w architekturze najciekawsze są niuanse? Przeczytaj rozmowę z architektem, Maciejem Siudą.
Data publikacji: 6.07.2018
Ekspert:
Na tablicy korkowej wiszą dziesiątki kolorowych karteczek. To projekt szkoły na Kabatach. Na stole makieta – szkoły w Nairobi. Zdjęcia, zwinięte rulony papieru, mnóstwo zieleni i strzępki rozmów dobiegające zza ściany. Właśnie jesteśmy w pracowni projektowej Macieja Siudy przy Hożej, w Warszawie. Za chwilę dowiemy się, że powietrze może być materiałem budowlanym, podobnie jak cegła czy beton, a w architekturze najważniejsze jest poszukiwanie niuansów.
Powietrze jako budulec
- Powietrze materiałem budowlanym, naprawdę?
- Czym jest budynek, jeśli nie opakowaniem powietrza? Wyjrzyj przez okno – ściany, strop i dach kamienicy z naprzeciwka nadały powietrzu kształt. Powietrze jest w tym budynku jednocześnie pustką i wypełnieniem. Definiuje relacje między otwartym a zamkniętym. Powiem więcej: powietrze jest oddechem budynku. Na świecie sporo się eksperymentuje z powietrzem jako budulcem. Powstają konstrukcje rozprężone, budynki dmuchane. Kiedyś pojawił się pomysł, żeby budować miasta z dmuchanej architektury.
- To wszystko projekty efemeryczne. A architektura kojarzy się z czymś stałym i solidnym.
- Mit. Ulegamy złudnemu przeświadczeniu, że architektura powstaje na wieczność. A przecież nawet budynki wykonane z żywotnych materiałów po 30 czy 40 latach zużywają się, niszczeją. W pewnym sensie czas jest zawsze wpisany w architekturę. A im krótszy termin żywotności budynku, tym powietrze staje się ważniejszym materiałem.
- Tak jak w projekcie Devebere prezentowanym na 13. Biennale Architektury w Wenecji.
-
Większość projektów związanych z powietrzem jako budulcem sprowadza się do wdmuchiwania go do formy, napełniania jej i nadawania w ten sposób kształtu. My zrobiliśmy coś odwrotnego (projekt Devebere powstał we współpracy z architektem Rodrigiem Garcíą Gonzalezem): odessaliśmy powietrze z plastikowego balonu pełnego butelek. Powstała próżnia, która usztywniła obiekt, zwiększyła jego właściwości nośne i konstrukcyjne.
Otrzymaliśmy trójwymiarową konstrukcję o nieregularnym kształcie, giętką, podatną na formowanie. I jednocześnie stabilną. Mogliśmy z niej zrobić, co tylko chcieliśmy: pawilon, zadaszenie, wiatę, siedzisko. W Wenecji na przykład, miejscy aktywiści organizowali w nim różne wydarzenia. Żywotność tego projektu wynosiła kilka tygodni – aż do całkowite degradacji materiału. Potem Devebere trafił do recyclingu. Czyli nadal jest w obiegu.
- Czy efemeryczne obiekty mają szanse wyjść poza kontekst sztuki i zyskać walor utylitarny?
-
Dla mnie architektura to sztuka, która jest użytkowa, bez względu na to czy mówimy o projekcie efemerycznym, czy długotrwałym. Przyrównując architekturę na przykład do malarstwa, grafiki, czy sztuk wizualnych, ta pierwsza zawsze musi mieć na uwadze dobro użytkownika. W przypadku pozostałych dziedzin sztuki – niekoniecznie.
Architektura tymczasowa z pewnością przesuwa się w stronę eksperymentu czy manifestu, zwłaszcza ta pojawiająca się na takich imprezach jak Biennale Architektury w Wenecji, które mają służyć poszukiwaniu nowych wątków w architekturze. To idealne miejsce do podważania, prototypowania, przełamywania stereotypów. Często to kwestia czasu, kiedy projekty pokazywane na Biennale wyjdą z obszaru sztuki-prototypu i zyskają walor utylitarny.
- W świecie sztuki istnieje niekonsekwencja. Do budowy wystaw z zasady czasowych używa się materiałów stałych.
-
Rzeczywiście, do budowy obiektów tymczasowych używa się często tych samych materiałów jak na przykład do budowy lotniska. To założenie u podstaw jest pozbawione logiki. Dlatego w naszej pracowni (Maciej Siuda Pracownia – przyp. red.) próbujemy odejść od tej praktyki i rozszerzyć uproszczone myślenie o architekturze, zgodnie z którym buduje się wyłącznie na wieczność.
Staramy się odkrywać niuanse w projektowaniu architektury. Szukając rozwiązań projektowych, na równi rozważamy użycie betonu, cegły, pustaka, drewna, jak i tkaniny, papieru, balonów czy roślinności. Dobieramy narzędzia, które uwzględniają żywotność projektu. Jest bardzo dużo rozwiązań między stałym a efemerycznym. Nas interesują szarości.
- Praca w zagranicznych pracowniach architektonicznych wpłynęła na twoje podejście do architektury?
- W każdym z krajów, gdzie pracowałem, miałem okazję zdobyć cenne doświadczenie. W Stanach Zjednoczonych nauczyłem się rozmawiać i słuchać, być uczestnikiem debaty. W Hiszpanio zdałem sobie sprawę, jak ważne jest analizowanie problemów i badania poprzedzające projekt. Tam projektant zawsze ma na uwadze kontekst społeczny. Człowiek i jego potrzeby są najważniejsze. Z kolei w Japonii nauczyłem się uczestniczyć w procesie projektowym i dochodzić do rozwiązania nowymi drogami. Moja droga to zapewne wypadkowa tych trzech doświadczeń.
- Czyli w podejściu do architektury narodowość ma znaczenie?
- Nie zaryzykowałbym takiego stwierdzenia. To czynniki kulturowe i geograficzne, a nie narodowość wpływają na sposób myślenia o architekturze w danym kraju. Z kolei styl pracy architekta to wypadkowa systemu edukacji, kulturowych potrzeb mieszkańców, systemu ekonomicznego i politycznego dominującego w danym momencie, a nawet pogody. Wreszcie, to suma energii członków zespołu.
- Jaka jest architektura w Polsce?
- Pogubiona. Ciągle szuka swojego charakteru. Mocno bazuje na zachodnich wzorcach. Przetwarza istniejące pomysły, ale nie generuje swoich od podstaw. Jest zachowawcza, unika ryzyka. Ja chciałbym architektury wpisanej w kontekst, krytycznej, wnoszącej nowe spojrzenie, powstającej na przecięciu globalnej wiedzy i lokalnego kolorytu.
- Masz pomysł na zmianę?
- Przede wszystkim: nie kopiować. Ciekawszy efekt można uzyskać, wchodząc głęboko w proces, analizując potrzeby przyszłych użytkowników i dobrze definiując problem projektowy, niż rozpoczynać projektowanie od szukania podobnych pomysłów za granicą. To wymaga radykalnej zmiany procesu projektowego. W wielu krajach taka rewolucja się udaje, spójrzmy chociażby na Belgię. Tam architekci w ostatnich latach odcięli się od wpływów holenderskich oraz duńskich i wytworzyli własną tożsamość. Dziś realizują ciekawe, mocno osadzone w lokalnym kontekście projekty, jedne z lepszych w Europie.
- W Polsce architekt często stara się zaspokoić gust, a nie potrzeby klienta.
-
Problem jest po stronie zarówno architekta, jak i klienta. Często architekt nie potrafi projektować z uwzględnieniem potrzeb ludzi. Skupia się jedynie na formie. Z kolei klient myśli formą i jej oczekuje: podoba mi się taki budynek i taka elewacja, proszę mi to zaprojektować. Chce kalki. A architekt spełnia materialne oczekiwania, oferując projekt, który jest sumą inspiracji zaczerpniętych z kolorowych magazynów albo programów o wnętrzach. Zaczyna od efektu – formy, materii, a nie od rozpoznania problemu i kontekstu.
Należałoby najpierw dotrzeć do sedna problemu i wtedy za pomocą dostępnych narzędzi przestrzennych i własnego wyczucia zaprojektować formę: ściany, konstrukcję, instalację, kolory. To są narzędzia służące materializacji odpowiedzi na konkretne problemy. Klient może nie umieć opowiedzieć o swoich potrzebach. Wtedy wkracza projektant, który je diagnozuje.
- Ja mam potrzebę, żeby zamieszkać w dworku szlacheckim. Przyjmiesz moje zlecenie?
- Nie zaprojektuję dworku. Chociaż… Na początek proponuję spotkanie. Porozmawiamy, dlaczego akurat dworek.
- Moja daleka rodzina mieszkała kiedyś w dworku. Kojarzy mi się ze stabilizacją i spokojem.
-
No właśnie, czyli ważne jest poczucie stabilizacji i spokoju. Gdyby twoja daleka rodzina mieszkała na przykład w dwuspadowej brdzie, czy wówczas ciągle chciałabyś dworek czy drewniany domek? Dlatego na wstępie sugeruję odłożyć na bok zakorzenione w głowie stereotypy i zamiast na pytaniu „co”, skupić się na „dlaczego”, a dopiero potem na „jak”. Gdybym z marszu zgodził się na zaprojektowanie dworka, wówczas nie podszedłbym do tematu jak architekt-projektant, ale kreślarz. Co więcej, mimo że architektura jest zawodem usługowym, nie widzę nic złego w tym, aby w projektowanych dla klienta obiektach wyrażać także siebie, nawet jeśli miałby to być zaledwie 1 proc. projektu.
Szukanie radości i satysfakcji w tym co robię, uważam za niesłychanie ważne. Mnie akurat w architekturze interesuje poszukiwanie nowych form wyrazu, podważanie rozwiązań stosowanych przez lata. Od dziecka fascynuję mnie przyszłość i jej możliwe scenariusze. Przeszłość mnie niespecjalnie pociąga.
- Do historii też można mieć twórcze podejście.
- Dobrze, spotkajmy się i porozmawiajmy o dworku. Na początek wspólnie zastanowimy się, skąd taki wybór. Może dojdziemy do wniosku, że dworek jest pewną ideą, konceptem mieszkania, a nie formą? Może wcale nie musi wyglądać jak dworek, a wystarczy, że będziesz się w nim czuła jak we dworku?
- A czego byś na pewno nie zaprojektował?
- Budynku, który krzywdzi ludzi, utrwala złe stereotypy. Jeśli czułbym, że to projekt sprzeczny z moim światopoglądem, który zmusza mnie do pójścia na kompromis, odmówiłbym. Nie projektuję wbrew sobie.
Inne podejście do architektury
- Często powtarzasz sformułowanie „inne podejście do architektury”. Inne, czyli jakie?
-
Podam przykład. Właśnie kończymy pracę nad projektem szkoły w Nairobi, w Kenii. Projekt zaczęliśmy od analizy trzech zjawisk, które nasunęły nam się podczas obserwacji i rozmowy z przyszłymi użytkownikami szkoły. Te trzy badane obszary to: ciało człowieka oraz sposób, w jaki obcuje w slamsach z architekturą, cień jako podstawowe narzędzie generowania przestrzeni, w której przebywa użytkownik, oraz natura i jej wpływ na technologię, formę i konstrukcję.
Efektem pracy nie jest stricte budynek, a środowisko edukacyjne, pobudzające wyobraźnię dzieci. Stwarza ono możliwość wypracowania zupełnie nowego konceptu edukacji. Projekt składamy w postaci książki, będącej instrukcją, jak szkołę zbudować oraz swoistym przewodnikiem pokazującym, jak można ją użytkować. Takie założenia, oprócz mocnego powiązania z lokalnym kontekstem i potrzebami użytkowników, ściśle łączą się z działaniami Fundacji Razem Pamoja, która organizuje projekt i pomoże zaopiekować się nim w przyszłości. Gdy szkoła powstanie, przygotujemy uczniów, nauczycieli, fundację i wizytujących ją artystów, do użytkowania nowej przestrzeni, tak by mogli w pełni wykorzystać jej potencjał.
- Zastanawiałeś się kiedyś, jak twój zawód będzie wyglądał za 40 lat?
- Na pewno nie martwię się, że zniknie. Raczej ewoluuje. Kontekst wykonywania zawodu architekta nieustannie się zmienia. W przyszłości prawdopodobnie zmniejszy się liczba projektów typowo realizacyjnych. Miasta się nasycą – nie będą potrzebowały kolejnych lotnisk, kin, muzeów. Przestaną się rozrastać w nieskończoność. W tej nowej układance architekt będzie raczej moderować budynkami, a nawet całymi miastami, niż projektować kolejne obiekty. Ważna stanie się umiejętność mediacji, przekonywania do swoich rozwiązań. Krótko mówiąc: komunikacja wejdzie w zestaw narzędzi projektowych.
- A szkicowniki będą się kurzyć w muzealnej gablocie?
- Szkic, rysunek, w ogóle rękodzieło zawsze będą ważne. Nie wychodzę z domu bez co najmniej jednego szkicownika. Jak rysuję, to myślę. A może to dłoń myśli?
Czytaj także: Neuroarchitektura – jak przygotować przestrzeń na utrzymywaniu nas w zdrowiu
Ekspert
Otrzymał dyplom w 2008 r. na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej. Finalista w międzynarodowym konkursie ARCHIPRIX, MIT Boston. Jego prace były prezentowane w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku. Obecnie rozwija własną działalność projektową, współpracując z projektantami z Hiszpanii, Polski i Japonii.