Jak oddzielić sztukę od polityki? Spór o rosyjski pawilon na biennale w Wenecji
Czy wydarzenia artystyczne powinny zachować polityczną neutralność? Czy bojkot państwa musi oznaczać wykluczenie jego artystów? I czy kultura rzeczywiście może być narzędziem politycznego wpływu? Pewne jest jedno – weneckie biennale nie jest już wyłącznie wydarzeniem kulturalnym. To arena sporów o to, kto może reprezentować państwo, czym jest wolność artystyczna i gdzie kończy się autonomia kultury.
Data publikacji: 29.05.2026
„No Putin in Venice”
Maj 2026 roku. Przed budynkiem rosyjskiego pawilonu w weneckich Giardini – głównej przestrzeni wystawowej biennale – unosi się różowy dym. Kobiety w charakterystycznych kominiarkach Pussy Riot (feministycznego kolektywu znanego antykremlowskich performansów politycznych), skandują hasła nawołujące do sprzeciwu: „Russia kills, Biennale exhibits” („Rosja zabija, biennale wystawia”), „No Putin in Venice” („Żadnego Putina w Wenecji”), „Blood is Russia’s art” („Krew jest sztuką Rosji”). Kilkadziesiąt metrów dalej aktywistki FEMEN (organizacji sprzeciwiającej się przemocy, autorytaryzmowi i łamaniu praw kobiet) – obnażają ciała, na których wypisane są podobne słowa. Jury prestiżowego konkursu, w ramach swojego protestu, ogłasza kolektywną rezygnację. Unia Europejska zapowiada cofnięcie grantu w wysokości dwóch milionów euro. 61. edycja weneckiego biennale, opisywanego jako „olimpiada świata sztuki", zamieniła się w pole bitwy. W tej walce stawką jest coś więcej niż Złoty Lew.
Strefa wpływów
Powrót Rosji z oficjalną wystawą „The Tree is Rooted in the Sky” na biennale w Wenecji wywołał stanowczy sprzeciw ministrów kultury i spraw zagranicznych z 22 państw europejskich (w tym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP). Obecność rosyjskiego pawilonu na biennale, po nieobecności na dwóch poprzednich edycjach, w związku z rosyjską agresją na Ukrainę, nabrała wymiaru geopolitycznego. Skandal pogłębiły doniesienia prasowe o powiązaniach biznesowych kuratorów wystawy z kręgami kremlowskiej władzy. Szczególną uwagę zwrócił fakt, że komisarzem pawilonu rosyjskiego jest Anastazja Karneewa, córka Nikołaja Wołobuiewa – wiceprezesa rosyjskiego państwowego koncernu zbrojeniowego Rostec.
Punkt widzenia
Organizatorzy weneckiego wydarzenia uzasadniali decyzję o dopuszczeniu Rosji, argumentując m.in., że gdyby selekcjonowali artystów według narodowości i politycznych afiliacji, biennale przestałoby być neutralnym miejscem dialogu i spotkania kultur.
W ich rozumowaniu łatwo jednak dostrzec niekonsekwencję. W 2022 roku organizatorzy weneckiego wydarzenia jednoznacznie poparli przecież decyzję kuratora i artystów rosyjskiego pawilonu o wycofaniu się z wystawy w reakcji na rosyjski atak na Ukrainę. W oficjalnym oświadczeniu La Biennale di Venezia wyraziło „całkowitą solidarność z tym szlachetnym aktem odwagi”, stając się tym samym stroną w sprawie. Tymczasem w 2026 roku ich punkt widzenia zmienił się diametralnie, mimo że sytuacja na arenie politycznej nie uległa poprawie, a wojna rosyjsko-ukraińska trwa nieprzerwanie od ponad 4 lat.
Neutralność to iluzja?
Jednym z najistotniejszych punktów tej dyskusji stało się pytanie o odpowiedzialność artystów za politykę swoich państw. W tym kontekście, trudno mówić jedynie o pawilonie rosyjskim, pomijając tocząca się równolegle debatę na temat pawilonu izraelskiego. Tym bardziej, że według medialnych doniesień część jurorów miała opowiedzieć się za nierozpatrywaniem prac pochodzących z państw, których przywódcy są ścigani przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. A kryterium to dotyczy zarówno Władimira Putina, jak i Benjamina Netanjahu.
Jeszcze kilka lat temu pytanie – czy sztukę należy oddzielać od polityki, wydawało się głównie polem akademickiej dyskusji. Dziś jednak ma głębokie uzasadnienie i wraca ze zdwojoną siłą. Protesty artystów, demonstracje aktywistów i publiczne debaty wokół udziału Rosji w biennale dowodzą, że instytucje kultury coraz częściej stają się miejscem geopolitycznych napięć.
Narodowe narracje
Wielu badaczy kultury i stosunków międzynarodowych od dawna twierdzi, że funkcjonowanie sztuki w całkowitym oderwaniu od polityki jest niewykonalne. Kultura funkcjonuje w konkretnym kontekście społecznym i historycznym, a instytucje artystyczne są częścią tego świata, a nie przestrzenią poza nim. Szczególnie dobrze widać to właśnie na przykładzie biennale w Wenecji – jednego z najważniejszych i najbardziej prestiżowych wydarzeń świata sztuki współczesnej.
Włoskie biennale przedstawiane jest wprawdzie jako przestrzeń swobodnej wymiany myśli artystycznej, ale jego struktura opiera się przecież na idei tworzenia pawilonów narodowych. Co oznacza, że poszczególne państwa finansują swoje wystawy, wybierają reprezentujących je artystów i budują wokół nich określony wizerunek danego kraju.
Sztuka w rękach polityków
Brytyjski krytyk sztuki Oliver Basciano, wieloletni komentator europejskiej sceny artystycznej związany z magazynem Art Review, zauważa, że biennale od początku stanowiło miejsce, w którym sztuka i propaganda były nierozłączne, a narodowe pawilony służyły do budowania prestiżu i symbolicznej rywalizacji między państwami. Podobne wnioski sformułowała dr Agar Ledo Arias z Universidade de Santiago de Compostela oraz Museo Provincial de Pontevedra, ceniona postać w hiszpańskim i międzynarodowym środowisku badaczy sztuki oraz muzealnictwa. W analizie dotyczącej hiszpańskiego pawilonu powstałego za czasów dyktatury generała Franco badaczka wskazuje, że udział Hiszpanii w weneckim biennale był częścią świadomie poprowadzonej strategii, mającej poprawić międzynarodowy wizerunek autorytarnego państwa. Artykuł ukazał się w czasopiśmie Quintana. Revista do Departamento de Historia da Arte.
Soft power, czyli kulturalne pudrowanie
W debacie na temat obecności rosyjskiej reprezentacji na tegorocznym biennale, często pojawia się pojęcie „soft power” – termin stworzony przez prof. Josepha S. Nye’a Jr., politologa z Harvard University, cenionego badacza stosunków międzynarodowych. W książce „Soft Power: The Means to Success in World Politics” wyjaśnia on, że państwa mogą wywierać istotny wpływ nie tylko poprzez siłę militarną czy ekonomiczną, lecz także dzięki atrakcyjności własnej kultury, wartości czy stylu życia. Kultura to subtelne narzędzie budowania prestiżu, a poprzez sztukę eksponowaną w ramach spektakularnych wydarzeń można z powodzeniem kreować narrację o kraju nowoczesnym, otwartym i cywilizacyjnie istotnym.
W tym kontekście coraz częściej pojawia się także pojęcie „artwashingu”, używane do opisywania sytuacji, w której państwa, korporacje lub wpływowe instytucje wykorzystują sztukę i prestiż wydarzeń kulturalnych do poprawiania własnego wizerunku mimo politycznych kontrowersji czy oskarżeń o łamanie praw człowieka.
Ambasadorzy mimo woli
Zresztą badacze relacji między sztuką a polityką międzynarodową zwracają uwagę, że biennale w Wenecji od dawna jest areną takich symbolicznych działań. Z kolei autorzy artykułu „The Heteronomous World Politics of the Russian Pavilion”, opublikowanego w czasopiśmie Global Studies Quarterly, analizują rosyjski pawilon właśnie jako element dyplomacji kulturalnej i budowania narodowego wizerunku. Autorzy tekstu „The Paradoxes of the Biennale”, opublikowanego na platformie badawczej On Curating, dodają, że artyści występujący w narodowych pawilonach są często postrzegani jako „ambasadorzy kultury”, nawet jeśli sami nie identyfikują się z polityką państwa, które reprezentują. I właśnie ten mechanizm sprawił, że powrót rosyjskiego pawilonu na biennale wywołał tak gwałtowne reakcje.
Bojkot państwa oznacza bojkot artystów?
Krytycy obecności Rosjan na weneckim wydarzeniu argumentowali, że udział agresora prowadzącego wojnę nie może być traktowany jak zwykła wymiana kulturalna. Według protestujących sama obecność rosyjskiego pawilonu pomaga normalizować działania Kremla i odbudowywać międzynarodową legitymizację Rosji. Wielu artystów i intelektualistów ostrzegało jednak przed innym niebezpieczeństwem, mianowicie – utożsamianiem twórców z państwem. A zaraz potem pojawia się kolejne pytanie – czy wykluczenie kultury danego państwa w ramach sankcji rzeczywiście osłabia władzę polityczną, czy tylko ogranicza przestrzeń dialogu?
Sztuka nie powstaje w próżni
Ci którzy przekonują, że instytucje kultury powinny pozostać neutralne politycznie, mierzą się z jeszcze jednym argumentem, a mianowicie, że sama idea neutralności bywa polityczna. Dlaczego? Ponieważ decyzja o „niezajmowaniu stanowiska” nigdy nie jest zawieszona w próżni społecznej. Gdy instytucja kultury deklaruje neutralność wobec wojny, przemocy czy łamania praw człowieka, część odbiorców może odczytać to nie jako bezstronność, lecz jako milczące przyzwolenie albo próbę uniknięcia odpowiedzialności.
Czego chcemy od kultury?
Dodatkowo, jak podkreślają badacze kultury, muzea, galerie i wydarzenia związane ze sztuką, zawsze funkcjonują w określonym kontekście społeczno-politycznym; są finansowane przez państwa, samorządy lub prywatne instytucje, wybierają określonych artystów, tworzą narracje historyczne i decydują, jakie głosy zostaną wyeksponowane. Już sam wybór, kogo zaprosić do udziału w wystawie, a kogo pominąć, ma więc znaczenie symboliczne.
Współczesne instytucje kultury coraz częściej funkcjonują również pod presją opinii publicznej i mediów społecznościowych. Odbiorcy oczekują od muzeów, festiwali czy galerii nie tylko prezentowania sztuki, lecz także odpowiedzialności etycznej. Być może więc konflikt wokół rosyjskiego i izraelskiego pawilonu obnażył kryzys samej idei narodowych reprezentacji sztuki? Pytanie o zależność między sztuką a polityką jest tak naprawdę raczej pytaniem o rolę kultury we współczesnym świecie.
Czytaj także: Szwecja przygotowuje się na wypadek wojny?